A ja? Aktualnie opuściłem nawet mego ukochanego TF-a. Tak, nie rozegrałem ani rundy od jakiegoś... połtora tygodnia. I nie, głównym powodem tego nie jest LoL (w którym półregularnie zaliczałem ostatnimi dniami średnio jedną / dwie rozgrywki dziennie - głównie z bliższymi / lokalnymi znajomymi).

Głównym i relatywnie jedynym powodem tego jest łut szczęścia, jakiego doświadczyłem zostając zaakceptowanym do grona... hmm... oficjalnych testerów "Świata Czołgów" - gry aktualnie pozostającej w zamkniętej fazie beta, zza naszej wschodniej granicy, i generalnie... relatywnie świetnej.

Krótko i zwięźle: siadasz za sterami swego własnego czołgu. W miarę kolejnych bitew stać cię na ulepszenia do niego i/lub kupno jakiegoś nowego modelu; twoja załoga również zyskuje stopniowo doświadczenie, przyczyniając się do coraz lepszej efektywności ich maszyny. Akcent położony jest na kompromis pomiędzy możliwie daleko posuniętym realizmem / wiernością historyczną, a praktyczną grywalnością i możliwie daleko posuniętą prostotą kontroli.
I tak właśnie jest. Samo poruszanie się i strzelanie jest doprawdy bardzo proste i przejrzyste- do sukcesu zaś niezbędne poznanie możliwości swego czołgu, zgranie z drużyną, i... generalnie możliwie dużo kombinacyjno-taktycznego myślenia.
Hehe. No i stało się - od paru dni mamy już oficjalnie Starkrafta dwójkę. Dostępnego, przynajmniej - nie wszyscy bowiem muszą być aż tak entuzjastyczni wobec blizzardowej ceny stu pięćdziesięciu złociszy polskich nowych. Pomijając oczywiście inne sposoby wejścia w posiadanie tegoż tytułu - któż z nas, czystosumiennych obywateli chciałby przecież splamić się jakimś kraczydłem itp., wchodząc poniekąd w oficjalny konflikt z prawem, itp., itd., etc. (...).

Prócz oczekiwalnej ceny - jest na szczęście lepiej, niżby się wcześniej zapowiadało (choć wiedza to raczej z obserwacji + opinii, nie osobistego doświadczenia). Reakcje publiki zostały najwyraźniej w jakimś stopniu dostrzeżone i - generalnie - estetyka gry, dzięki skromnemu zapleczu finansowemu, została ponoć relatywnie ostatniominutowo dość wydajnie przeredagowana.

Czołg oblężniczy już nie jest "Crucio" - poprzedni wpis zatem niejako się... zdewaluował.

Z pobieżnych obserwacji - mimika twarzy w scenach pomiędzy misjami zaskoczyła mnie szczerze negatywnie. Po Blizzardzie oczekiwalibyśmy raczej intuicyjnie niejako czołowej jakości "filmików" i wszelkich paraklimatycznych wstawek graficznych... zaś właśnie w kwestii animacji twarzy i ekspresji emocji nasz wunderteam jakby niczego się od mego relatywnie ukochanego Zaworka* nie nauczył. Z całym szacunkiem, daleko jest nowym starkraftowym twarzom do poziomu Half-Lajfa dwójki itp.. W porównaniu do swego czasu, prosto zapętlone gadające głowy z Jedynki prezentują się porównawczo - śmiem rzec - znacznie lepiej.

W obliczu RTS-owości tego tytułu wspomniany zarzut można jednak uznać za przynajmniej trochę marginalny i niekluczowy. Mechanizmy grywalności, automatyka i poziom SzI**, etc. - to wszystko już na pierwszy rzut oka uległo w końcu oczekiwanej poprawie (escefałki chociażby potrafią już reperować automatycznie a'la-medycznie wszystko, co jest akurat wokół nich uszkodzone - potrzebę na wskroś manualnej kontroli tychże majstrów wspominam z Jedynki akurat wielce niemiło...).

Na moje bliższe / bezpośrednie zapoznanie się z tym tytułem zanosi się póki co średniawo - pewnie znowu, starym zwyczajem, dołączę do towarzystwa ze stosownym opóźnieniem; bez jakiegoś jednak bólu wewnętrznego czy czegokolwiek tego rzędu. Z obserwacji jednak - tytuł ciekawy i warty zapoznania się z. Tak w skrócie.

_______
* - Valve
** - Sztucznej Inteligencji
Tak aktualnie wyglada model czolgu oblezniczego w SC2...

...a tak -zdaniem dosc sporej liczby osob- wygladac powinien:

Kredu, kara malgrandulo! La Sistemo ja pli bone scias, kio al vi ver' gxustas. Nenio valora estas dubinda. Nur La Sistemo scipovas klare al vi valorajxojn montri kaj al ili gvidi.

Unueco de penso!
Unueco de volo!

One Vision!
One Purpose!
Malpravante koleri vi ne rajtas,
pravante - ne bezonas.

Nie mając racji nie masz prawa się gniewać;
mając ją - nie masz potrzeby.

Z własnego doświadczenia - gdy jestem zmęczony i coś mi ewidentnie nie idzie, wkurzanie się, z reguły, tylko dalej pogarsza sprawę. I nie jest w gruncie rzeczy nawet jakoś konkretnie fajne/przyjemne - co najwyżej bezwładne i samorzutne, blokujące drogę do rozwiązania samego problemu - które to rozwiązanie zazwyczaj dziecinnie prostooczywiste jest, jeśli się tylko ochłonąć i na trzeźwo doń podejść uda.

Szczypta wewnętrznej autodyscypliny i zrazu wszystko się lepiej kręci.