Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmofabular. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmofabular. Pokaż wszystkie posty

Godzilla 2014

Nowa Godzilla być dobra. Nie wspaniała jakoś, i wobec jednej aktorki (na szczęście występującej głównie/tylko na początku) nie mam jakoś zbyt ciepłych uczuć... ba, nawet żadnego filmu o tymże stworze (Godzilli, nie aktorce) nie widziałem wcześniej. I widać zrazu, że możnaby z niektórych scen zrobić nieco więcej, narzucić całości rytm trochę inaczej, blablabla, itd.. Standardowości holiłódzkie lśnią również i pobrzękują na lewo i prawo, boleśnie często.

...mając jednak to wszystko na uwadze, jest toto - jako całość - w porządku.
Niegenialne, nie wspaniałe, ale jak na normalny film akcji - dobre z plusem.
Coś na pocieszenie, heheh - w samą porę, możnaby rzec.

To mogło się już przewinąć tutaj gdzieś, dużo wcześniej... Jednak oto jest ponownie.

Film naprawdę świetny i szczerze polecany (oryginalny tytuł, ,,Das Boot", po polsku przetłumaczono chyba - relatywnie wiernie - na ,,Okręt"). Niesamowity klimat, wierność (choć za ten aspekt nie ręczę w 100%) i świetne przesłanie.
Naprawdę świetny kawałek kinematografii.
...Świeżo po obejrzeniu Ghost In The Shell 2. Ponownym, przed kilku laty bowiem przydarzyło mi się zaliczyć ten film pierwszy raz z jednym znajomym. Przedziwne, jak mało wtedy z tego filmu wyciągnąłem - wrażenie tamtejsze było przeciętne; ot - że jedynka jakby wyrazistsza, lepsza intuicyjnie.
W tym filmie istotnie, da się... nieco zagubić.
...albo zostać przywalonym do ziemi kalibrem jego faktycznego całokształtu. To coś po prostu niesamowitego, zawierającego w sobie nieco pośrednio traumatyczną wycieczkę w aktualnie hipotetyczną i zabawnie prawdopodobną przyszłość. Nic nazbyt fantastycznego, jak by się tak konkretniej przyjrzeć. Wszystko całkiem racjonalnie.
Co nie działa pozytywnie na rozmiar traumy.

Spróbować poprowadzić konkretnie nieco śmielszą sesję rpg w takim świecie... to byłoby niemałe wyzwanie. Z drugiej strony, czy tak... chłodna rzeczywistość byłaby wystarczająco zapraszająca dla potencjalnych graczy? Gdyby spróbować choć część melodyki tego filmu w narracji swej zawrzeć, to... to zmieniałoby dość mocno naturę samego spotkania.

Brzmi coraz bardziej jak coś wartego próby.


Generalnie Dobry film - nie dla wszystkich jednak, podobnie jak wspomniany tu wcześniej Dragonball: nie ma w sobie raczej jakiejś perfekcji i do jego odbioru również przyda się nieco tolerancyjności i otwartości. Ma rownież względem swego pierwowzoru (komiksu) sporo niewierności.
Ma jednak również Klimat... i przesłań dobrych parę.
No więc zdarzyło mi się dzisiaj być na reklamowanym ostatnio tu-i-ówdzie Dragonbolu fabularnym. Streszczając wrażenia w jednym zdaniu - film to z paroma dobrymi przesłaniami (jedność osobowa, harmonia; to, że normalność jest przereklamowana (jak i parę innych rzeczy razem z nią)... i znalazłoby się pewnie coś jeszcze); zabawny sam w sobie, tym bardziej patrząc pod kątem wierności oryginałowi. heheh. Równie dobrze możnaby film ten uznać za przykład niewierności, i to skondensowanej. Historia jest jakby przeglądowym zlepkiem różnych motywów zwykłej zetki, opisując w... wysoce alternatywny (jak i nieco pospieszny) sposób całą tak zwaną imprezę z pierwszym wejściem na scenę jegomościa imieniem Piccolo związaną. I, jeśli by ktoś na to miał nadzieję...

Nie ma Vegety.

Mestre Kame też - swoją drogą - jest, ale jakby nie do końca... Taki do siebie niepodobny i przez parę detali ledwie rozpoznawalny. Mistrzem Roshi go nazwali tutaj, czy mnie pamięć nie myli..?

W pseudownikliwą analizę bohaterów jednak tutaj zanurzać się raczej zamiaru nie mam. Zbytniego, znaczy się. Miło się oglądało, generalnie, w towarzystwie pozytywnym jednak też. Kolorystyka filmu ładna, estetycznie zrobiony porządnie - jak dla mnie, przynajmniej (pomijając może facjatę Piccolo... arrrgh... bolało).

Przy tym wszystkim zaznaczam, że jestem w mej ocenie/odbiorze bardzo delikatny i tolerancyjny. Łatwo przychodzi mi wyobrazić sobie samorzutnie namnażające się recenzje mniej-i-bardziej skrajnie negatywne. Punktów zaczepienia potencjalnych cała masa. Jest jednak w tym filmie coś w prosty sposób pozytywnego (w tym wspomniane przesłania-względnie-głębsze) i - jeśli nie idzie się nań z jakimiś konkretniejszymi oczekiwaniami i ma nieco zdrowej tolerancji w sobie - można całkiem miłą garść tejże pozytywności z niego zaczerpnąć.
By dogłębnie być sobą i cieszyć się właśnie tym, kim się jest. By nie bać się być szalonym i innym. Na przykład.

Właśnie, zapomniałbym - oto małe coś w ramach anglojęzycznej ciekawostki deserowej, dzisiaj również przeze mnie obejrzane. Niestety los chybać ten sam, co Fajerflaja, tę produkcję spotkał... tylko w tym wypadku po pierwszym odcinku. Sam w sobie świetny jednak i kompletny względnie.