Na jutubie ocenzurowano z tegoż filmu dźwięk (chybać z powodu nieumieszczenia przez jego autora nazwy wykonawcy), dało się jednak na szczęście odnaleźć wersję ocalałą na jednym chińskim (albo koreańskim, albo innym krzakowatym - znawcą nie jestem) portalu. Może początek doczytywać chwilę dłużej.
Cztery soczewki: żółta, zielona, czerwona i niebieska. Ich światło... i ich dźwięk. Dość prosta i krótka kompozycja - i świetna, jak dla mnie. [spakowana całość dostępna tutaj, autorem ich - Yuppster]

(Dla zainteresowanych dwa inne komplety jeszcze, które też mi niegdyś polecone zostały: Happy Ending After All i Bad Joke EP, autorstwa jegomościa o pseudonimie Random - rzeczy to dłuższe już, bardziej złożone i - generalnie - bardzo dobre. Ambitniejsi mogą chcieć samemu poszperać w archiwum - z góry jednak mówię, że wariacji muzycznych tam mnogość, z których niektóre mniej strawne nieco.)
vek' spiriton vian kaj flugi gxin lasu
pli kaj mult'pli alte, kun ventegoj cxielaj
delikataj tiel
project pitchfork - existence
Carmageddon - rocznik '97, firmy Activision. Prosta radość z wyścigu niemalże zupełnie pozbawionego zasad...
...to byłoby wiele za mało, by w miarę sprawiedliwie oddać klimat tego tworu. Patologiczne poczucie humoru zeń przebijające, jego dystans do tematu - a przy tym malowniczość zapadająca w pamięć, z pejzażami często nie nader-ambitnymi jakoś, a jednak urokliwymi niezwykle. I wyczuwalny, oddziałujący przez całość magnetyzm - sprawiający, że nawet po... hoho, dwunastu już latach, nadal chce się do tego tytułu powracać. (I właśnie do niego, nie do "dwójki" czy te-de-era. Choć by i były bardziej rozbudowane i dopracowane tu i tam, to jednak w porównaniu z oryginałem po prostu brakuje im tego czegoś.)
Gdyby się zaś komuś przydarzyło okazję mieć na lanie w toto pograć, to osobiście mogę dodać tylko, że to chyba właśnie ta gra najbardziej mobilizuje mnie do rozbudowania swojej dotychczas-dwukompowej sieci w pokoju o przynajmniej jedną jeszcze maszynę (która to w całości w sumie gotowa stoi już, ino tylko wreszcie te +/-40PLN na słicza zebrać... i może jeszcze parę na jeszcze jeden kabel skrosowany, co by mieć czym podłączyć toto).
Już dziś! wstąp do grona Spontanicznych Plugawicieli i Bezczeszczenie rzeczywistości wokół rozpocznij! Czasu mniej coraz - nie decyzja to, którą ot-tak odkładać na później można bezkarnie. Misja szerzenia Srogosławionej Dysharmonii stanowczo domaga się twej Natychmiastowej i Pełnej Partycypacji - przebudź się, dziecię Mroku! Już czas!!
[muzyka poniżej to utwór "Show Me What Passes For Music Among Your Misbegotten Kind" ze ścieżki dźwiękowej Dawn Of War II]

Generalnie Dobry film - nie dla wszystkich jednak, podobnie jak wspomniany tu wcześniej Dragonball: nie ma w sobie raczej jakiejś perfekcji i do jego odbioru również przyda się nieco tolerancyjności i otwartości. Ma rownież względem swego pierwowzoru (komiksu) sporo niewierności.
Ma jednak również Klimat... i przesłań dobrych parę.
W rowerze świeżo wymieniona manetka (ta od przednich tarcz, i co mi się dziwnie spontanicznie rozpękła radośnie jakieś dwa tygodnie temu... czy dalej) i znów płynie cudeńko owo po drodze jak marzenie. Przy tak słonecznej, jak przedwczoraj, pogodzie... koła same niosą, heheh.

Przy tak słonecznej pogodzie przypomina się Trigun.
I napisy doń, których dokończenie poszło w odstawkę na dłuższą chwilę. Jak jednak rzekłem komuś, że w wakacje winny się we względnej całości pojawić, tak miło by było słowa dotrzymać. Przyjemność przy tym niemalże sama to, przy filmie tak barwnym i cennym.

Aktualnie zaś? Nawiązaniem do poprzedniego wpisu prakycznie - ponowne wciągnięcie w wir kampanii Inkubacyjnej. Nic dodoć, nic ujońć.