2009.01.19, 2129 _ Rysu rysu w głowie. W fabuły sensie. Co by dobra była. Tak najogólniej rzecz ujmując. Wczoraj ukończone w sensie formalnym łopowiadanie - które to chyba częścią pierwszą czegoś dłuższego jednocześnie będzie, tak myślę. To mogłoby zagrać, jeno nieco temu dopomóc... I nowa, oddzielna www do tego wielce przydatna by była jednak, jak z mych wymyślunków wynika. W kwestii utrzymania porządku, generalnie. Przejrzystości. Byłoby to pewną odnogą tejże strony, jakby... i tylko jeszcze projekt; w sensie, oprawa jakaś prowizoryczna graficzna - musi mi się... wyklarować. W sensie, że wymyśleć cóś w tym względzie by trza było. Prędzej niż później, również. Prędzej niż później również lulu pójść, zdecydowanie. Niewyspanie nie sprzyja kreatywności - przynajmniej zazwyczaj (tudzież przeważnie). Chyba, że takiej... inszej. Tak, w zmęczeniu równie dobrze różnościowe unikaty popełnić można... mhmmm...
czas najwyższy już rozpętać zwirowanych iskier szum.
2009.01.15, 2222 _
Jednak większą porcję kreatywności praktycznie gotowej lepiej będzie na jutro przenieść. Zdecydowanie słuszność tego sugerowałoby mi aktualne zmęczenie i senność - do takich inicjatyw zaś, w końcu, zawsze lepiej umysł możliwie... świeży i przepływowy mieć.

Zaś odnośnie inicjatywy nowej, która gdzieś pokątnie już tu wspomniana została... to po przemyśleniach drobnych pozostanę chyba przy jednościowej ortodoksji i znajdzie to swoje miejsce tu. Częścią najbliżej planowanej aktywności będzie projekt graficznej otoczki tegoż czegoś - co by się możliwie wyróżniało i autonomiczność wykazywało pewną, zgodnie z zamierzeniem i wizją.
2009.01.14, 1918 _ Gahh'andr. Archiwum główne jest na partycji xuba, jak sobie żem właśnie uświadomił. By mieć dostęp do niego zatem, winienem wreszcie naprawić swój embeer - nadal autystycznie pokazujący jedynie dwie windy zainstalowane na tymże kompie, po doinstalowaniu 2000.

I chyba za to właśnie teraz się zabierę. Chociaż, chociaż...

Ten cały raban o nagłej potrzebie dostępu do onego archiwum w sumie tylko za sprawą pewnej strony, na której możnaby spróbować czymś zadebiutować. Nie ma w tej inicjatywie też jakiejś patologicznej pewności siebie, niemalże przeciwnie wręcz... Raczej poczucie, że słusznie byłoby się możliwie bardziej aktywizować. Tak najogólniej rzecz biorąc - mam to bowiem do siebie, że niekiedy niezupełnie łatwo zrozumiałymi skrótami myślowymi mówię.

Ano i mam parę dygresji zaległych. Tak potencjalnie.
Ajaj, czego to ja nie mam...

A co by tak, gdyby większą regularność sobie narzucić? Nawet krótko, lecz codziennie jakąś - właśnie, choćby niewielką, ale jednak - aktualizację robić..? To dobre może być. Tak, może czegoś takiego między innymi mi potrzeba właśnie.

O - teraz, jak ze zdjęciami odrobinę mobilniejszy jestem i reaktywowany, to może przynajmniej czasem, jeśli nie do czytania, to do zerknięcia-na będzie coś.

Może. heheheheh...

(Tymczasem zaś, charakterem prezentu drobnego, relatywnie świeże zdjęcie Kotka.)

...ano właśnie. Co mi też po głowie chodzi, to mały nowy projekt. Tylko by trochę, kurdens, odmulenia z mojej strony wymagał. I nie bój nic, ta strona pozostaje nadal główną i relatywnie pierwszą.
2009.01.11, 1337 _ A oto moja Wielce Subiektywna Lista filmów, które zrobiły na mnie pozytywniejsze wrażenie; dostępna w zamierzeniu będzie pod etykietą top-filmoj i podlegać może, od czasu do czasu (w miarę oglądania przeze mnie kolejnych subiektywnie walorystycznych pozycji), aktualizacji. Ot, szczegółobajerek taki, marginesowy. (Można tu ewentualnie przedstawiać również jakoweś sugestie dla mnie, bym bardziej na temat danego dzieła poszczególnego się rozpisał - nic w tym względzie nie obiecuję, jest to jednak... potencjalnie możliwe.)

*** - Film Świetny, jeden z najważniejszych dla mnie
** - Bardzo Dobry i wart obejrzenia
* - Dobry, godzien uwagi

* * * Trigun (Toraigan)
* * * Firefly, Serenity
* * * Tenchi Muyo!
* * * Haibane Renmei
* * * Gladiator
* * * Władca Pierścieni (Lord Of The Rings)
* * Chobits
* * Saikano (Saishuu Heiki Kanojo: The Last Love Song on This Little Planet)
* * Diuna (Dune)
* * Ghost In The Shell
* * Animatrix
* * Ostatni Samuraj (The Last Samurai)
* * Braveheart
* * K-Pax
* * Pasja (The Passion Of The Christ)
* * Nirvana
* * Matrix #1
* * 300
* * Mgła (the Mist) [2007]
* * Dzień Świstaka (Groundhog Day)
* * Forrest Gump
* * Efekt Motyla (The Butterfly Effect)
* * Poza Światem (Cast Away)
* * Snow Cake
* * Bastard!!
* * Łąka (Microcosmos)
* * Prosta Historia (The Straight Story)
* * Misja (The Mission)
* * Wróg Publiczny (Enemy Of The State)
* * Wojna Harta (Hart's War)
* * Michael Collins
* * Piękny Umysł (A Beautiful Mind)
* * Zew Cthulhu (The Call Of Cthulhu)
* * Zagubiona Autostrada (Lost Highway)
* Asterix i Obelix: Misja Kleopatra
* Epoka Lodowcowa (Iceage)
* Makrokosmos (Macrocosmos)
* Upadek (Untergang)
* Byliśmy Żołnierzami (We were soldiers)
* Krwawa Niedziela (Bloody Sunday)
* Śmiertelna Broń (Lethal Weapon) #1, #2, #3, #4
* Raport Mniejszości (Minority Report)
* Bruce Wszechmogący (Bruce Almighty)
* Dzień Świra
* Wojna Światów
* Życie (Life)
* Sincity
* Ostatni Smok (Dragon Heart)
* Wywiad Z Wampirem (Interview with the Vampire)
* Autostopem przez galaktykę (The Hitchhiker's Guide to the Galaxy)
* 8 Milimetrów (8 milimeters)
* Szeregowiec Ryan (Saving Private Ryan)
* Matrix #3 (Matrix: Reactivation)
* Nieśmiertelny (Highlander)
* Coś (the Thing)
* 21 gramów (21 Grams)
* Project Monster (Cloverfield)
* Siedem (SE7EN)

(zastanawiam się nad dodaniem krótkiego omówienia do każdego tytułu - paru słów o wrażeniach z niego itp.; w komentarzach można tenże pomysł ewentualnie poprzeć)
2009.01.05, 2337 _ Aktualna partia muzyczna to Pomarańczowe Pudełko naszej jakże znanej i kochanej za zepsucie dla wielu graczy możliwości grania po sieci w takie tytuły, jak TFC, CS, czy generalnie HL poprzez swój a jakże genialny wynalazek Parą potocznie (jak również i niepotocznie) zwany... na za długie zdanie chyba się znowuż porwałem. O Zaworek firmę w każdym razie chodzi - zresztą wszyscy w temacie już i tak to odgadli. Zresztą nie o zaworkach my tu gadać będzim.

Na Jutubie generalnie polecałbym wyszukanie reszty utworów z onego Pudełka Pomarańczowego - kolejna luźna propozycja, właśnie władowana półautomatycznie przez ampowo windozowy system lokalnej dystrybucji muzycznej to tenże, również... wartościowo energetyczny. Haii.

Haii. Sporo anime zaległego przede mną zaległego do łobejrzenia. Recenzji trochę może się tu naprodukuje. hehehehe. A i dygresji trochę tyberiańskich czeka na realizację swą i przemieszczenie utrwaleniościowe tutajże. Jak żem zobaczył chociażby porady, jak przejść ostatnią misję kampanii Nodu, to się niebywale zdziwiłem, jak sobie życie pokomplikować można i w jakąż nieśmiałość strategiczną niektóre autorytety radziłyby raźnie wejść. Ludzie, Nod to przeta nie jakieś tam Dżi Di Aj, tu pełna dywersja i finezja, nie jakieś monotonne i taksamożtematyczne parcie do przodu o sukcesywności zapewnionej znaczną przewagą liczebną i ciężkościową. To, co tamten człek doradzał rozłożyć na trzy godziny, da się spokojnie zrobić w jakąś jedną trzecią - i to niepełną - czasu tegoż.
To jednak temat na... kurdens. odrębny esej. O czym dzisiaj zatem, jeśli od zaczynania tamtegoż tematu ręcami i kończynami dolnymi zapieram się, jak mogę?

Ah, tak, winienem wreszcie się raźniej wziąć za zripowanie części płyt na kompa, co by prostszy dostęp do nich mieć... zrobiłem w końcu nieco porządku i parędziesiąt giga wolnymi dzięki temuż się stało...
hm. dygresja porządkowo-niuansowa umiarkowanej ciekawości. Ale co tam, drobne wtrącenia teraźniejszoautobiograficznościowe być mogą. W ilości nieekstremalnej mogą się nawet nieśmiertelnymi okazać.

Przy dozie szczęścia, ma się rozumieć.

Hm. Skutkiem rozminięć czasowych chyba pomiędzy czasem jakowymś a'la GieeMTe a moim lokalnym windowym, wujcio Gógel o godzinie 23:16 na polecenie moje dokonał zapisu roboczego tejże noty - z datą podaną przez siebie o nominale 23:17. Może to jednak nie rozminięcie tylko przypadkowe, a technologia / technika jakaś / coś moje zdolności kognitywno-inteligencyjne przekraczającego?

[chwilowo zastanawiałem się - i nadal trwam w czynności tej - czy wątek ten ciągnąć dalej. na potencjalnie poczytne spiskowo-sajens-fikszynowe coś mógłby to być nawet materiał. może jednak nie w momencie tym, nie teraz...]

Tak. Jedna z wersji / teorii mojego mechanizmu pisania to:
  • 1. zarzucenie kotwiczki,
  • 2. pełne zanurzenie dygresyjne.
Dobrze, gdy we w miarę odpowiednim momencie przyjdzie otrzeźwienie i przypomnienie sobie o punkcie trzecim (teoretycznie, jednakowoż, opcjonalnym), polegającym w skrócie na podsumowaniu i pospiesznym zakończeniu / zatamowaniu plagi dygresyjnej (póki możliwym to nadal jest).

hm. Prócz zdjęcia (dodanego dla drobnego urozmaicenia zawartości tejże tu) może jeszcze mała - osobliwa dość - sugestia muzyczna... w ramach poszerzania swych horyzontów muzycznych, powiedzmy. heheh.
Hm. Tak. Immortala coś być miało - zdecydować mi się tylko trudno, co by tu w miarę strawnego wybrać (jeśli cokolwiek tejże grupy strawnym nazwane może być - no dobra, nagrali może z jedno (lub więcej, ale jedno słyszałem i mam) intro klimatyczniemroczne i bez wokalu (ergo - potencjalnie strawne właśnie). Prezentacja tegoż jednak mijałaby się raczej z celem (nieważne jakim dokładnie; moim). Zatem... coś ulubionego względnie może...

Nie, nie Blażyrk Majti Rejwendaaaaarrkkgghh - klasyk sentymentalny i numero uno jak najbardziej toto, może nie na ten moment jednak (jedna osoba wie, o co chodzi i może nawet podziela sentyment... heheh).

Więc padł wybór. Przy okazji też nada się ankieta mała odnośnie plików wideo bezpośrednio na stronie - to jednak po lewej już. Na dziś również to wszystko też - napisane niewiele w porównaniu do tego, co by spisanym zostać mogło, tako jednak na chwilę bieżącą wystarczyć to musi - czas bowiem nie sługa i na sen zdałoby się przynajmniej jakieś przyzwoite minimum poświęcić. Poniżej klip, ja zaś już audytorium - chwilowo - opuszczam...

2009.01.04, 2333 _ Jak nigdy teraz przydatne takie środki aktywacyjne, jak dobra - możliwie energ[ety/i]czna - muzyka i porządna herbata. Sen zimowy. Tendencje, znaczy się, do zapadania weń. Oj są. Widoczne. Odczuwalne. Może to jeszcze spłacanie kredytu po sylwestrze częściowo i generalnie późnym świątecznościowym iściu spać (średnio około godziny trzeciej).

Czerwonego Alarmu już jakiś czas nie odpalałem, kosztem Tyberiańskiego Słońca i - ostatnio - dodatku doń. Dużo bardziej przystępny klimat dla mnie jakoś, atmosfera... jak i wyważenie obydwu stron konfliktu, wraz z ich dość dużym zróżnicowaniem. Może rozpiszę się niebawem nieco bardziej o tym w związku z dość dużą ilością czasu ostatnio poświęconego temuż tytułowi... Dziś jednak skrótowo raczej i z ambicjami wczesnego spodłogowania się (mam bowiem od dłuższego już czasu osobliwe nieco zamiłowanie do spania na podłodze, co zresztą niczym niejawnym nie jest). Wcześniejsze pójście spać rokuje większe szanse na większą trzeźwość nazajutrz - a to obejmuje również potencjalne aktualizacje tutaj.

Również takie będące o czymś ciekawszym, niż ta właśnie.

Co mi tam - zastrzegałem na wstępie już, że żadnych gwarancji jakościowych nie daję :P. Co będzie, to się złobaczy - przy dozie szczęścia zaś wyjdzie coś w miarę nieusypiającego. Lub... O, pomysł naszedł mnie. Może będą się ukazywać również dziwne myślo-strumieniowe wykwity, będą one jednak odpowiednio oznaczone jakoś - na początku - gwoli przestrogi...
...Źle by jednak było, gdyby takie cóś zbyt dużą ilość strony zajęło przy wyświetlaniu głównej. Pomyślim.
2008.12.29, 1732
_
Znaczne nawet wysiłki po temu, by dobrym być i przy Świetle stać na niewiele mogą się zdać, jeśli we wnętrzu prawdziwego pokoju brak będzie. (Żaden dogmat to; co najwyżej postulatywny owoc dotychczasowego doświadczenia i przepływających wraz z nim przemyśleń.)

W ramach zaś cichego i lekko mroźnego popołudnia - lub wieczoru już, nawet - skromny eksperyment jeden jeszcze (kolejny, po dodanej wczoraj w nocy... lub raczej dzisiaj w nocy - księdze gości, do której to dostęp po lewej, pod linkownią kategoryczną (od kategorii, nie stanowczości)). Także, bezpośrednio, w odniesieniu do wspomnianego wcześniej anime...
2008.12.29, 0222 _ Bastard. Dobry film (w sensie formy: sześciodcinkowa miniseria). Z poczuciem humoru, klimatem, a i przesłaniem wartościowym - to ostatnie może nawet przede wszystkim. (Jeśli by o gatunek chodziło, to do heroicznej fantastyki by się toto zaliczyło zapewne. Streszczać tutaj nie zamierzam; ot - jeśli ktoś przynajmniej trochę w anime gustuje, to pozycja to całkiem przyzwoita. W sumie również dla potencjalnych neofitów, heheh. Chybać klasyczna też nieco... po kresce niejako możnaby taki wniosek wysnuć. Streszczać tutaj nie zamierzam w każdym razie; mijałoby się to chybać z celem. Moim, znaczy się.)

W międzyczasie, świątecznościowo, przyszło mi też po lanie Drugi Czerwony Alarm i Tyberiańskie Słońce testować. Tytuły w sumie dobre... tylko po dluższym siedzeniu w Starkrafcie ma człowiek pewne wymagania odnośnie mechaniki drobne...

Najpierw porównanie - naturalnie, wielce subiektywne. W TS lepszy klimat i pewien... realizm jakby - dla mnie przynajmniej. CzAD za to bardziej przejrzysty: budynki i jednostki pogrupowane zgrabnie w cztery kategorie; nie trzeba tego draństwa cały czas przewijać... w czym pomaga też rozdzielczość maksymalna 1024x768. W TS tylko dwie kolumny rolkowe po prawej, i przewijania ich ciągłego nijak uniknąć się nie da - ekran wyciąga najwyżej 800x600, niestety (przy czym naturalnie mieć na uwadze należy, że TS zrodził się jako pierwszy).

Skrótowo, pierwsza rzecz lekko mnie zniechęcająca (do obywdu tytułów, w sumie) to inteligencja jednostek. Same budynków niezagrażających bezpośrednio ich życiu nie zaatakują. Możnaby ten fakt tłumaczyć tym, że specjalnie zostawiają one owe budynki do przejęcia dla inżynierów - niechże jednak byłoby toto przynajmniej przestawialne jakoś (jak choćby w Totalnej Anihilacji, w postaci prostej komendy shootall wpisanej w konsoli). A tu nie. Wysypie się desant podziemny u wroga, ogromny - i każdej grupce piechoty osobne rozkazy demolowania wrażej bazy wydawać trzeba.

W Czerwonym Alarmie, w skrócie, nie lepiej. Rozwalająco dobijające są w tym Kirovy - ciężko opancerzone i powolne jak żółw sterowce bombardujące. Nie będziesz wydawać czemuś takiemu rozkazów na bieżąco i kontrolować tego non-stop podczas ataku na bazę wroga, to będzie toto stać jak ciołek w jednym miejscu, nie robiąc konkretnie nic (prócz, być może, podziwiania pejzażu poniżej i drobniusieńkiego zwracania na siebie uwagi wrażej obrony przeciwlotniczej). I jeśli już o tę jednostkę chodzi, to spieprzenie jej ciągnie się dalej jeszcze: po wydaniu rozkazu ataku na daną jednostkę/budynek musi się toto najpierw okręcić w miejscu o - plus minus - 360 stopni i dopiero potem, łaskawie, raczy w kierunku wyznaczonego celu niemiłosiernie pośpiesznie podążyć. Gdyby odjęto tej jednostce trochę pancerza i nawet siły ognia, ale dodano za to odrobinę przynajmniej szybkości, mogłoby coś z tego być. Tak zaś, przy grze z ludzkim przeciwnikiem, sterowiec ten okazuje się często inwestycją nie wartą zachodu i bardzo trudno się zwracającą. Chyba, że oponent ma braki w zwiadzie i uda się go zaskoczyć, itp....

Inny minus Czerwonego Alarmu to nierówność stron. Alianci są, generalnie, lepsi. W miejsce latającego złomu wartego trzy tysiące (patrz: Kirov) mają latającą piechotę za sześć stów sztuka i myśliwce (choć z powodów niewiadomych nienadające się do walki powietrznej, to w zwalczaniu ziemi nieocenione - zresztą z czym walczyć by miały, gdy u ruskich co najwyżej jakieś latające ślimaki). Nieobecność chociażby jakichkolwiek migów u ruskich... pozostawię bez komentarza. A, zapomniałbym - alianci, jeśli o powietrze chodzi, mają w końcu jeszcze helikopter desantowy (za tysiąc, posiadający też na pokładzie słaby karabinek - od biedy możnaby jednak rojem takich maszyn nieco zamieszania zasiać ogniowego). Jeśli więc przeciwnik dobrej p-lot obrony nie ma, to nic prostszego i bardziej wkurzającego od radosnego desantu inżynierów w centrum jegoż bazy (w razie czego wspartych Tanią (która to wcale aż tak tania nie jest - tysiączek jeden, acz zwracający się), gdyby jakieś szariki się walały tam, pomiędzy ogrodzeniami.
Nad przewagą aliancką rozwodzić możnaby się i dłużej (przy czym morze pominę, nie zdarzyło mi się bowiem, jak dotąd, sensownej potyczki okrętowej stoczyć). Jasne, że apokalipsy są ciężko opancerzone, sprawne i umiarkowanie wszechstronne (na wyposażeniu rakiety p-lot posiadając), zasięg ich jednak nieduży... i, przy konfrontacji z chronolegionistami w większej liczbie, ukazją swą kruchość. Zresztą, przy konfrontacji z alianckimi chronosami w większej liczbie praktycznie wszystko swą kruchość i efemeryczność ukazuje - dość, by aliant dobrze ich kontrolował. Zasięg ich wprawdzie niewielki, ruchliwość jednak b.duża i fakt, że wymazywana jednostka nic robić nie może, cokolwiek pomocny.
Naturalnie, ruskie mają Jurijów, co to potrafią obce jednostki (jeden Jurij jedną tylko, na dany czas) przejmować. Ich zasięg jednak również śmieszny jest - i przy konfrontacji z alianckim czołgiem pryzmatycznym (z założenia przeciwpiechotnym i budynkowym oraz relatywnie dalekiego zasięgu) regimenty takich oto wesołych i nienajtańszych dziadków znikają zabawnie wręcz szybko. Jeśli przeciwnik zorientuje się szybko, o co chodzi, to skuteczne ich wykorzystanie niemałego kunsztu (względnie - obstawy) wymaga.

Pomijając już fenomen alianckich miraży - czołgów (nie nadających się, co prawda, do niszczenia budynków) całkiem skutecznie udających na polu walki najzwyklejsze drzewa (których to zazwyczaj pod dostatkiem na planszy). Będąc nieuważnym na większej mapie można w całkiem zabawne zdziwienie popaść, nie mogąc doszukać się wysłanych w jakieś odleglejsze miejsca jednostek.

Inna rzecz... Ruskie nie mają Tańji - czyli kosztującego tysiąc, detonującego budynki i rozstrzeliwującego dziesiątkami wrażą piechotę piechura. Alianci zaś mogą ich mieć do woli (co nieco dziwne, w singlu przecież bowiem Tania jedna tylko, naturalnie, i unikatowa była). W skromnym może geście pocieszenia, o wyprodukowaniu tejże jednostki informuje wszystkich pozostałych graczy osobliwy damski śmiech w głośnikach - do cichych kobiet bowiem Tania nasza, jakby nie patrzeć, raczej nie należy. Swoiste ostrzeżenie, możnaby rzec.

Patrząc na zegar, będzie to chyba na dziś już wszystko. Temat otwarty nadal i kontynuacji zapewne się doczeka jakiejś, krótkiej choćby, jeszcze.