Malpravante koleri vi ne rajtas,
pravante - ne bezonas.

Nie mając racji nie masz prawa się gniewać;
mając ją - nie masz potrzeby.

Z własnego doświadczenia - gdy jestem zmęczony i coś mi ewidentnie nie idzie, wkurzanie się, z reguły, tylko dalej pogarsza sprawę. I nie jest w gruncie rzeczy nawet jakoś konkretnie fajne/przyjemne - co najwyżej bezwładne i samorzutne, blokujące drogę do rozwiązania samego problemu - które to rozwiązanie zazwyczaj dziecinnie prostooczywiste jest, jeśli się tylko ochłonąć i na trzeźwo doń podejść uda.

Szczypta wewnętrznej autodyscypliny i zrazu wszystko się lepiej kręci.

...Kaj ecx se jxus vi ekkomprenus
- tro malfrue jam, bedawrinde.
Moja aktywoproduktywnosc tutaj zaiste nie trzyma sie ostatnio zbyt dobrego poziomu... W dodatku te slowa akurat, pospiesznie, na innej windzie bez wgranych polskich znakow spisuje. Wzorowo jak cholera, nie ma co :p.

W skrocie..?

Na studiach nieco stabilniej i relatywnie pozytywnie. Rowerowo jak najbardziej aktywnie i radosnie. Komputerowo - TF2 chwilowo skosil wszelka konkurencje w dziale gier.

Sam sie zastanawiam co z tym fantem zrobic - jakas jednak harmonie trzeba bedzie wypracowac czy cos tego rzedu (co z czasem powinno sie ulatwic).

Plus, mozliwie najszybciej karte graficzna wymienic. Niska' archaiczna' szybkosc tej aktualnej moglbym jeszcze wybaczyc - ten zlom jednak potrafi losowo, od czasu do czasu, caly komputer zwiesic (tylko przy aplikacjach typowo 3d, na szczescie).

I ze jak? Ze ja obiecywalem jakis wpis o Mrocznej Kolonii..?

No wlasnie. Tak to jest, jak sie z czyms konkretniej zadeklaruje.

Ale, kurde, bedzie.

Tylko nie dzisiaj.

A, wlasnie: muzycznie - pewne odkrycia w ramach wykonawcy dosc znanego w sumie juz - Pendulum. Tja, fala doszla w koncu i do mnie :p.

Ha. Dobra. Wlasnie chcialem wyrazic nadzieje produktywnosciowe, ale - znajac przekornosc mej podswiadomosci - zdecydowanie nie powiem nic. O. Czyny sie licza, nie slowa (w okreslonych okolicznosciach bywa, naturalnie, inaczej / przeciwnie / itp.; wiadomo jednak, o co chodzi (mi tu)).

No. A teraz doladowac bateryjki.

(Ha, ale sie materialu na przerywnikowklejki jutubowe nazbieralo! :p)
A jednak, moje przeczucia i intuicje czasem częściej słuszne bywają, niż bym podejrzewał. I tak - o niektórych grach, jak choćby o Star Controlu II, wolę raczej czytać, niż samemu je przechodzić. I akurat dla tego tytułu jest świetna seria tekstów, opisujących fabułę krok po kroku - jeśli ktoś oswojony z angielskim i chętny poświęcić temu trochę czasu, to wychodzi z tego całościowo całkiem ciekawe opowiadanie SF. Sporo humoru, sporo ciekawych alegorii... Dość soczyście.

I...

...wiosna, da! Rowerowej aktywności słoneczny całkiem początek, krótko mówiąc. Brakowało mi tego te ostatnie parę miesięcy, oj brakowało. No, mądrym zwyczajem jednak nie na brakach należy się skupiać kontemplatywnie (w ogóle bowiem, niekontemplatywnie, może być przydatnie niektóre braki dostrzec i odpowiednie remedia ewentualnie wynaleźć - ah, jakżeż oczywiste, ale wprost powstrzymać się przed tą rozpiską nie mogłem).

Plus, możnaby pewne zaległości w anime wreszcie ponadrabiać, choćby nieco. Mhm...

Odnośnie wpisu o Mrocznej Kolonii zaś, widoczne ponownie zjawisko znane już - że im bardziej coś zapowiem, tym jakoś mi się to magnetycznie w czasie bardziej odsuwa w dal. Tak, przedziwna właściwość, zaiste, zaaaaaiste...

Na koniec, bonusowo? 1) w ramach dedykacji medycznej TF2, 2) może klimatycznie też odrobinę w odniesieniu do wydarzeń końcotygodniowych...
...I bo dobry utwór to jest.


sincereco ne sxirmas de dolor'
bedawrinde
Hm.

Jestem chory (relatywnie pełnoskalowa infekcja gardła, pałętająca się przy okazji okołozatokowo itp. - nic specjalnie ciekawego, za to dość wkurzającego). Spałem jakieś cztery godziny z kawałkiem, do trzeciej trzydzieści buszując niepokornie po coraz to dalszych i bardziej baśniowych rubieżach internetu (o owocach czego może nieco później). I, choć czuję się nieco rozklejony, to ani nie chce mi się leżeć, ani - tym bardziej - spać. Na pisanie mnie wzięło, jakby chyba na przekór wszystkiemu.

Od czego by tu zacząć... hmm...

Technicznie nadrabiając tutejszą mą informatywność, tudzież właśnie zaległości jej bezpośrednio dotyczące - złożyłem oficjalnie jakiś czas temu Trójkę. Żadna wielka to maszyna (choć obudowa akurat spora :P), datująca się ładne parę lat wstecz: P IV 3,20, standardowy giga ramu, z braku laku Ati Radeon 9200 64MB w ramach grafiki.
Zabawne jest to, że wreszcie na tym kompie Carmageddon jedynka chodzi płynnie na -hires. Tak, gra z 1997 roku na poprzednich maszynach datowanych około '99/2000 (rzędu pIII 1000 MHz, 384 ramu) zdecydowanie nie chodziła z idealną ilością klatek na sekundę (zwykły Carma 1 chodził zupełnie akceptowalnie i relatywnie ładnie; dodatek Splat-Pack już miejscami przymulał). Oprócz wysokiej oryginalności silnika tejże gry, było to chybać zawinione tym, że była ona przygotowana do zaawansowanej współpracy tylko z kartami rzędu 3dFX (który to standard, skutkiem różnych perturbacji, został z rynku efektywnie wyparty jakoś około '99/2000 roku).

...Jednym z owoców późnego wczorajszego (choć formalnie/kalendarzowo dzisiejszego już) zasiedzenia w sieci było zaś odnalezienie w końcu pełnej wersji czegoś, w czego demo dawno temu przydarzyło mi się dość zacięcie z jednym znajomym (podówczas imć Kenem) grać. W skrócie - bardzo prosta, pseudo-3d strzelanka pojedynkowa, w pewnym sensie podobna do Liero (w sensie grania w dwie osoby na jednym komputerze - brak tu jest, tak samo jak i tam, obsługi sieci).
W dalszym skrócie - gra działa na ikspeku bez zastrzeżeń i nadal jest całkiem sensowną propozycją na wypadek wizyty znajomego jakowegoś i chęci zmierzenia się w czymś w realiach jednomonitorowych. Link do strony autora owej gry tutaj, ona sama zaś dostępna jest tu.

Kolejna ciekawostka, i zarazem owoc wczorajszego szpukowania?
Star Control. Pewnie mało komu znany tytuł, wokół którego już od jakiegoś czasu orbitowało luźno me nieśmiałe zainteresowanie... i do ściągnięcia którego ostatecznie zmotywowała mnie wyrywkowa lektura tego, cokolwiek pieczołowicie napisanego opisu gry el komeco gxis fino. To coś, jak z Mechłoriorem niegdyś - sugestia tłukąca się od czasu do czasu po mym umyśle, napotykająca jednak pewną nieśmiałość jakby.

Zabawne, że drobniusieńkie - wspomniane wcześniej - Tumble Bugs i powyższy SC mają ze sobą pewną istotną wspólność: możliwość pojedynku z drugą osobą na jednym komputerze (przy czym SC3 ma porównawczo dużo lepszą już grafikę, większy realizm, obsługę sieci... za to, jednak, mniej pewnej jajcarskiej prostoty, którą na wskroś przesiąknięte jest TB :P).

Następny wpis o Mrocznej Kolonii - winien go jestem już od jakiegoś czasu w końcu.